Wystarczy cichy wiatru szept
wystarczy biały konar brzozy
i już we mnie kręci się
ten o tobie film
znów idziesz ze mną drogą
znów słyszę twoje słowa
co są jak prochy na sen
na bardzo długi sen
znów idziesz ze mną drogą
znów słyszę twoje słowa
co są jak prochy na sen
na bardzo długi sen
wystarczy czyjś daleki śmiech
wystarczy liścia nikły promyk
i już we mnie kręci się
ten nasz wspólny film
znów idziesz ze mną drogą
znów słyszę twoje słowa
co są jak prochy na sen
na bardzo długi sen
znów idziesz ze mną drogą
znów słyszę twoje słowa
co są jak prochy na sen
na bardzo długi sen
Wystarczy cichy wiatru szept
wystarczy biały konar brzozy
i już we mnie kręci się
ten o tobie film
Na cześć Twoja wznoszę
kielich, kielich mojej krwi
na chwałę Twą wznoszę kielich ten dziś
za te dni i noce, które dałeś mi
zwracam Tobie to, co mi jeszcze każe żyć
jeśli jest we mnie ludzka dusza
tchnij ją w nową kukłę i baw się nią
przyjmij hołd mój
przyjmij słowa wiary i czci
za rozum co stworzył morze i ląd
stworzył bół i radość
stworzył wieczny głód
kazał wierzyć w to,
że gdzieś wyspa ciszy jest
jeśli jest we mnie ludzka dusza
tchnij ją w nową kukłę i baw się nią
przyjmij hołd mój, przyjmij za to,
że nawet Ty nie wydrzesz mi tych chwil,
których nie ma,
nie ma już, lecz były tak jak była tu
ta co wiarę mi dała w miłośc, dała w ból
jeśli jest we mnie ludzka dusza
tchnij ją w nową kukłę i baw się nią
wdzięczny, że mi dałeś serce czułe za ból,
że dałeś mi oczy czułe na zło,
wiarę, że ten taniec może wiecznie trwać,
wdzięczny jestem Panie,
że się cały zmienię w proch,
jeśli jest we mnie ludzka dusza
tchnij ją w nową kukłę i baw się nią
Z miłości do ciebie
nauczyłem się zachwytu
uwierzyłem w złoto gwiazd
zachód słońca w zachwyt wprawiał mnie
z miłości do ciebie
nauczyłem się czułości
uwierzyłem w ciepło gwiazd
i że można obłaskawić czas
teraz znowu świat jest błotem
drzewa to są rzeźby z próchna
i znów rankiem mą ciszę szarpie ptak
z miłości do ciebie
nauczyłem się niewiary
chociaż tylko jeden Bóg
tak z uczucia mego zakpić mógł
teraz znowu świat jest błotem
drzewa to są rzeźby z próchna
i znów rankiem mą ciszę szarpie ptak
z miłości do ciebie
nauczyłem się niewiary
chociaż tylko jeden Bóg
tak z uczucia mego zakpić mógł